Książki - okręty myśli żeglujące po oceanach czasu i troskliwie niosące swój drogocenny ładunek z pokolenia w pokolenie - Francis Bacon
wtorek, 01 października 2013
Magic hour

Mazury

 

Powroty i pożegnania.

Z niezwyczajnym pięknem ukochanych Mazur.

Z rykowiskiem, puszczykami kołyszącymi do snu.

Z kaczkami stukającymi w burty łódki na dzień dobry.

Z babim latem oplatającym wanty.

Z ciepłem, spokojem i łagodnością tego miejsca.

Kilka chwil zapisanych na karcie aparatu.

Liczne wspomnienia.

Niezwykłe obrazy namalowane pod powiekami.

Kilka ciekawych spotkań, poznani nowi ludzie.

Długie spacery i czytanie książek.

Deszcz, słońce, mgły i liczne gwiazdy.

Grzyby i kolorowe liście.

Inność, tak kochana i tak bliska.

Powroty i powitania.

Kojące gesty, słowa, zapachy.

Bliskość, ciepło i miłość.

Wróciliśmy.

Do domu.

 

Kaczka

piątek, 30 września 2011
Magic hour

Jezioro Dobskie

Jezioro Dobskie

Jest taka pora w ciągu dnia, pełna magii i czarów - magic hour. To mój ulubiony czas, kiedy powoli nadchodzi wieczór, niosący ze sobą spokój, ciszę i nostalgię. Uwielbiam wtedy siąść z kubeczkiem zielonej herbaty, książką, ciepłym kocem i delektować się tym czarodziejskim czasem. Takie chwile, magic hour, próbuję złapać w dłonie i zatrzymać tak długo, by móc w ich cieple grzać zziębnięte paluszki, kiedy będzie mi smutno i źle. Moje wrześniowe Mazury pełne były właśnie takie, pełne magicznych chwil, które trwały całymi popołudniami, bo właśnie pojawiało się to magiczne światło, które sprawiało, że zwykły dzień zmieniał się właśnie w magic hour. Zaskakujące jest to wrześniowe ciepłe, łagodne światło pojawiające się znikąd i trwające aż do zachodu słońca, muskające swymi promieniami kolorowe liście, suche gałęzie, taflę wody, rozwiane włosy, żagle. Urocze są barwne plamy pośród zielonych brzegów, tworzone przez kolorowe liście brzóz, dębów, klonów sprawiające wrażenie jakby kompletnie nie pasowały, a jednocześnie przecież nie może ich zabraknąć do kompletnego jesiennego obrazu. Nostalgiczne są liście, które majestatycznie i delikatnie, opadają prosto na gładką taflę wody, by potem unosić na jej falach, tworząc niezwykle malownicze układy. Piękne są kobierce jesiennych liści, które zasypują leśne drogi i tak melodyjnie szeleszczą kiedy przesuwam je bosą stopą. Wyjątkowe są spacery po lasach tętniących życiem, od których czuć aż wibrację powietrza, zwłaszcza gdy do snu kołysały nas potężne ryki jelenich byków i krzyki puszczyków, a budził klangor żurawi. Cudownie było patrzeć na zabawy ptaków pośród gałęzi i liści, spotkać kunę na swojej ścieżce, która przysiadła na tylnych łapach długo patrząc się na nas, zagapić się na niezwykle dostojnego ciemnoczekoladowego jelenia i jego stadko płochliwych łań, podziwiać gonitwy wiewiórek po chropowatych pniach i słuchać ich rozmów.  Mój wrzesień to były moje magic hour.

Jezioro Dobskie

Jezioro Dobskie

Jezioro Dobskie

czwartek, 01 września 2011
Jutro już... Mazury!

Stręgiel

Dargin

Wyspa Kormoranów

czwartek, 28 lipca 2011
Mazurskie pocztówki

jezioro Tałtowisko

W tym roku po Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich przepłynęliśmy 292,5 km, położyliśmy i postawiliśmy maszt 38 razy, pod żaglami spędziliśmy ponad 54 godziny, na silniku ponad 13 godzin, a na pychu 9 godzin. Zdecydowanie przeważały wiatry północne, aczkolwiek z południa też czasami wiało, a czasem nawet słoneczko wychodzi zza wielkich granatowo - szarych chmur.  Udało nam się zapłynąć do jeziora Pozezdrze przeływając przez znaczny odcinek rzeki Sapiny, odwiedziliśmy wyspę Gilmę i przepłyneliśmy rzeką Krutynią do jeziora Gardyńskiego :) Zabrakło nam czasu na zrealizowanie jednego pomysłu, ale może będą następne okazje :)

Jezioro Tajty

Jezioro Tajty

jezioro Szymon

Jezioro Tajty

niedziela, 17 lipca 2011
Mazurskie pocztówki :)

Dziurawiec

 Kilka godzin w samochodzie.

Długa wstążka szarego asfaltu.

Kilka kolein.

Bezchmurne niebo.

Gorąco i wypchany bagażnik.

Wymięta paczka ciastek.

Ulubiona muzyka.

Powrót.

Z Mazur.

Ze szlaku Wielkich Jezior.

Przecież jeszcze się nie nasyciłam tym zapachem, tym smakiem, tym dotykiem, tym...

Wróciłam.

Zielony plecak stoi w kąciku.

Już?

Tak szybko?

Za szybko...

Sapina

Jezioro Dobskie

Jezioro Dobskie

czwartek, 16 czerwca 2011
Pocztówki bieszczadzkie cz. I

Kościółek

 

Jak ten czas szybko leci... nim się obejrzę już mija kilka dni... zupełnie nie wiem jak znaleźć chwilę na wszystko co chciałabym zrobić... nie mam pojęcia jak sobie  ztym wszystkim radzić... i powoli czuję jak opadam z sił na każdy nowy dzień...

 

Tymczasem patrzę na zdjęcia z Bieszczad i wspominam ten piękny czas. Majestat gór, polne drogi, zielone połacie lasu, drewniane cerkwie, piece do wypalania węgla drzewnego, nieujrzamione strumienie, powykręcane ze starości drzewa, źle oznaczone mapy, wędrówki szepczącymi bezdrożami, namacalną magię dzikich zakątków.

 

Góry

 

Solina

 

Solina

 

Solina

 

Strumyk

niedziela, 29 maja 2011
Przemyśl... to sobie, przemyśl...

Kamienica w Przemyślu

 

Za oknem padał deszcz, zimno, ponuro. Przeglądam zdjęcia z majówki. Z lekkim przerażeniem, że to było już tak dawno temu. Wydawało mi się, że minęło zaledwie kilka chwil, tymczasem jest już koniec maja. Wszystkie moje myśli gonią w mej głowie, jak szalone. Wspomnienia, plany, marzenia, smutki, porażki. Tworzą chaotyczne, barwne sploty emocji...

Wśród chaosu w mej głowie wyłania się wspomnienie ciepłego dnia, spędzone wśród uroczych kamieniczek Przemyśla. W pamięci niczym kadry pojawiają się kolejny sceny: spacer po burkowanych uliczkach, gorące promienie słońca ślizgające się po kostkach bruku i balkonach, fontanny z chłodną wodą, przepyszne lody jedzone pod kolorowym parasolem, kamienne, nierówne schody, rowerzyści biorący udział w maratonie, barwne kwiaty, cichy szum i gwar, symptaczna starsza pani, gołębie, pusta ławeczka pod drzewem, pomnik Wojaka Szwejka, spokój, klasztor z orginalnymi rzeźbami, zapach czasu, który już nigdy nie wróci, który tkwi uwięziony w murach dawnych kamienic. Przemyśl. Przemyśl, to sobie przemyśl...

Przemyśl

 

Kamienice w Przemyślu

 

Pomnik Jana III w Przemyślu

 

Schody

 

Balkon

czwartek, 28 kwietnia 2011
Chwile

Ogród Botaniczny UMCS

Ciepłe słoneczne promienie na drewnianej podłodze.

Kubek z serduszkiem pełen parującej zielonej herbaty.

Bezkres lazurowego nieba.

Myśli wylegujące się na słoncu.

Seledynowa woalka na drzewach.

Zapach świeżej, mokrej ziemi.

Plamki kolorowych kwiatów.

Śpiew kosa.

Człapanie kaczki.

Cisza.

Kamienny mostek.

Niebieska ławeczka.

Zbieram chwile dzisiejszego dnia.

Do kieszonki. W czerwone groszki.

 

Ogród Botaniczny UMCS

 

Ogród Botaniczny UMCS

 

Ogród Botaniczny UMCS

 

Ogród Botaniczny UMCS

 

Ogród Botaniczny UMCS

 

Ogród Botaniczny UMCS

niedziela, 17 kwietnia 2011
Ot takie tam...

Droga

Nuno

Czasem są takie dni, że wstajemy przed świtem, bierzemy torbę z apratem, psiaka na smycz i uciekamy daleko stąd. Nie patrząc wstecz, nie mówiąc ani słowa. Cichutko wymykamy się z domu, by nikogo nie obudzić. Niedbale zarzucamy kurtki, zakładamy stare, pomalowane sprayem, stupane już glany, które tyle przeszły. W na plecach pomarańczowy plecak z termosem gorącej kawy z mlekiem. Obok świeże drożdżówki. Ulubione. Z serem. Z marmoladą. I garstka ulubionych krówek, lekko roztopinych od ściskania w wiglotnych paluszkach. Krówek, tych w łaciatych opakowaniach.

Droga

droga

Docieramy w miejsca gdzie nie ma ludzi, szumu aut, chaosu, pędu. Zostawiamy czerwone autko na poboczu i idziemy, idziemy, idziemy. Zostawiając odciski stóp na mokrej jeszcze glinie. Prosto. Przed siebie tam gdzie jest bezkres przestrzeni, lodowate promienie wschodzącego słońca, cisza, spokój, czary. I tylko my. Onieśmieleni potęgą otaczającej nas przyrody. Cichutko, by nie przeszkadzać nikomu, siadamy na jeszcze oszronionej trawie.

Pąki

porzeczka

Nie ma żadnych ograniczeń, żadnych reguł, norm, czy innych murów, które sobie sami narzucamy. Które wciskają nasze życie w ściśle określone ramy, z których nie umiemy i nie chcemy się wyrwać. Nie ma niczego stąd - dotąd. Nie ma czasu, nie ma zegarków, nie ma głupich myśli, nie ma muszę. Nie ma nic takiego co sprawia, że czujemy się spętani, ściśnięci własnymi ograniczeniami. Nie ma. Nie ma tego co sprawia, że nasz zycie jest ściśle określone w swym funkcjowaniu.

 

Liście

przebiśnieg

Jest tylko tu i teraz. Spojrzenia, gesty, cisza, szum wiatru, trele ptaków, mokre krople. Jest tu i teraz. Tylko to co tworzymy sami w tym momencie. Jest tu i teraz. Emocje, myśli, które nie wychodzą poza zakres bieżącej chwili. Bo to jest mój czas, moje teraz. Bo chcę czuć w pełni to co dzieje się wokół mnie. W codzienności, w pędzie, w chaosie wszystkich zdarzeń, tak mało czasu poświęcamy na przeżywanie każdej chwili w pełni, tak rzadko skupiamy się na wykonywanych czynnościach, tak często jesteśmy gdzieś daleko od tego co jest tu i teraz.

 

Suszki

Nie jest ważne co będzie potem, czy dzisiaj mam dużo pracy, czy niewiele, czy muszę zrobić coś czy mogę leniuchować. Ważne jest, że jestem tu gdzie chcę być. Że chociaż przez chwilę mogę być w pełni sobą, że mogę poczuć jak przenika przeze mnie energia świata, że mogę śmiać, że mogę dotknąć mokrej ziemi, że mogę przytulić się do szorstkiej kory mej ulubionej brzozy, że mogę wdychać powietrze przesycone świeżością, że mogę słyszeć jak bije serce ziemi.

Mech

I nie, takie dni nie zadrzają się tylko w weekendy. I nie, nie są planowane z wyprzedzeniem. I nie, nie są planowane w ogóle. Gdyby tak wszystko wcisnąć w swe plany, czyż nie byłoby smutno? Gdy zgubić spontaniczność, radość, szaleństwo, czyż nie było smutno? Gdyby zapomnieć o tym dziecku, które każdy z nas w sobie ma, czyż nie byłoby smutno? Gdyby patrzeć na innych, ograniczać się swoim wiekiem, pozycją, "wypadałoby", czyżby nie byłoby to bardzo smutne? Czyż nie jest smutne, że potrafimy zniszczyć swoją radość, a pod pojęciem rytmu rozumiemy tylko ściśle opisane godziny w kalendarzu? Czyż nie jest to smutne gdy umiera w nas "coś", co nadaje barwę i własny rytm naszemu życiu?

 

Leszczyna

Miodunka

Moje dni przychodzą zwyczajnie, znienacka. Nie czekam na nie, nie proszę o przyjście, nie zastanwiam się, nie planuję ich. Po co? One i tak mają to w nosie. Bo przecież taki dzień nie wykreowany przeze zmnie. Nie. On musi sam powstać, jako wypadkowa wszystkich elementów składających się na mój mały świat. A ja cóż mogę? Zostawiam tylko lekko uchylone drzwi mej duszy. I obok kluczyk. By taki dzień, świt, wieczór nie zapomniał mnie odwiedzić, by zapomniał rozsypać kolorów płatków chwil, by był. Po prostu. Zwyczajnie.

Pola

Przylaszczka

sobota, 09 kwietnia 2011
Wiosennie, bez słów...

Woda

 

Pod wodą

 

Modrzew

 

Modrzew

 

Pod lodem

 

Bazie

 

Modrzew

 

Niebo

 

Bazie

 
1 , 2
Tagi
Czytam fantastykę Polacy nie gęsi II