Książki - okręty myśli żeglujące po oceanach czasu i troskliwie niosące swój drogocenny ładunek z pokolenia w pokolenie - Francis Bacon
środa, 28 sierpnia 2013
Czarodziejsko

Owies

 

Spakowany zielony plecak.

Bagażnik Klamota zapchany pod sam dach.

Trzy torby książek.

Notatnik.

Ciepłe koce i bluzy.

Podlane kwiaty.

Czary nad ładną pogodą.

Wyczekane wakacje.

Znikam.

Do mojego Czarodziejska.

Gdzie jest inny świat.

Mój najukochańszy.

 

Wyka

wtorek, 30 października 2012
Jesiennie

 

Zbędowice

„…boję się, że prześpię, przegapię to, co najpiękniejsze. Cień pod jabłonią, światło na twojej twarzy, pianie koguta… boję się, że zasnę i ktoś mi to wszystko wykradnie…”

Tadeusz Różewicz

Zachwycam się jesienią.

Wciąż i wciąż.

Mimo, że już odchodzi.

Nadal czuję muśnięcie jej dłoni na policzku.

Zapach mokrej ziemi, zbutwiałych liści i mchu.

Lubię ten zapach.

Uwielbiam jesień.

Zbędowice

niedziela, 23 września 2012
Powroty

Mazurskie niebo

 

Powrót.

Z czarodziejskich wakacji.

Ledwie cztery godziny w samochodzie, a po otwarciu drzwi - jestem w innym świecie, tak kochanym, lecz innym.

Kilka chwil.

Jeszcze wciąż długie i ciepłe dni.

Nocne ryki jeleni i zawodzenie puszczyków.

Długie spacery po lesie.

Kąpiele w jeziorze.

I tysiące spadających kolorowych liści.

Nieskończenie długie chwile z książką.

Krzyżówki i kilka gazet, na które zawsze było brak czasu.

Pęki oszałamiająco pachnącej wodnej mięty.

Wieczorne ogniska i grille.

Zabawy małych ryb i kacze tańce.

Koc w krowie łaty, kiedy nadchodził wieczorny chłód.

Kilka ukochany miejsc i kilka znajomych osób.

Wiele uśmiechów, ciepła, łagodności i spokoju.

Rytm i harmonia.

I równe bicie serc.

To był dobry czas.

 

Kaczuszka

poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Czarodziejsko

 

kasztan

Zielony plecak - spakowany.

Bagażnik wypełniony po brzegi.

Lista rzeczy do zrobienia rankiem.

Posprzątany pokój.

Odhaczona lista.

Lekki niepokój.

Jutro...

Jutro będę daleko stąd, chociaż to tylko cztery godziny drogi.

Tam gdzie moje ukochane miejsce, tam gdzie wszystko jest łagodniejsze.

Gdzie oddycham innym powietrzem, i ziemia jest inna, i historia bucha z każdej wioski, i budzi mnie śpiew żurawi, i do snu kołyszą mnie trzciny,i gdzie w każdej chwile dzieją się czary i magia.

Mazury, moje czarodziejsko.

 

Łacha

wtorek, 27 grudnia 2011
Mój dzień w książkach

Postanowiłam wziąć udział w zabawie, której inicjatorką jest Lirael. Zabawa była przednia, a to jej efekty :)

Ponieważ wszystkie recenzje są na moim blogu, więc zrezygnowałam z linkowania ich... poza tym szczerze mówiąc, nie potrafię tego robić, mam nadzieję, że mi wybaczycie :)


Mój dzień w książkach

 

Zaczęłam dzień "Na trzy sposoby". W drodze do pracy zobaczyłam "Natalii 5" i przeszłam obok "Lilith", żeby uniknąć "Kochanka z zaświatów", ale oczywiście zatrzymałam się przy "Martwym Jeziorze". W biurze szef powiedział "Nicholas Eymerich, inkwizytor" i zlecił mi badanie "Góry śpiących węży". W czasie obiadu ze "Śpiącą laleczką" zauważyłam "Grecki skarb", pod "Kryształową czaszką". Potem wróciłam do mojego biurka w "Domu na wyrębach". Następnie w drodze do domu kupiłam "Grę anioła", ponieważ mam "Piórko na wietrze". Przygotowując się do snu wzięłam "Listę śmierci" i uczyłam się "Opowieści z dzikich pól", zanim powiedziałam dobranoc "Spiralom grozy".

środa, 31 sierpnia 2011
Sierpień

Kwiat

Krwawnik

Wiem, że już się kończy. Wiem, że już za chwilę przekręcę kartkę z kalendarza i będzie już inny miesiąc. Wiem, że te piękne dni już odchodzą. Lecz lubię czasem spojrzeć wstecz, na te chwile, które były, które zapisałam na karcie aparatu, w zeszycie, w duszy. Bo znowu się przywiązałam. Do każdego minionego dnia. Do tego słońca, które budziło mnie swymi promieniami nad ranem, a wieczorami długo zachodziło. Do gwałtownych burz, które pojawiały się i znikały, a czasami trwały całe noce. Do spacerów po łące pachnącej oszałamiająco i pełnej dzikich kwiatów. Do pierwszego grzybobrania. Do krótkich i długich wypadów do lasu. Do upojnych wieczorów spędzanych przy grillu. Do długich rozmów przy ciepłym blasku świec. Do uśmiechu i poczucia bliskości. Do pierwszych kasztanów, które noszę w torbie. Do mgieł snujących się nad ranem. Do pajęczyn pracowicie tkanych przez całą noc. Do pęków dziurawca, które suszę na stryszku. Do radości, ciepła i spokoju, które Ktoś mi dał. Do sierpnia, który zamyka w swoich ramach magiczny dla mnie czas.

 pajęczyna

Puszek

Roślinka

czwartek, 25 sierpnia 2011
Babie lato...

Wrzosy

Babie lato - moja ulubiona pora roku, pełna ciepła, magii, czarów, spokoju i ulotnego zapachu.

Piekę szarlotki - misiankową, sypaną, z budyniem.

Gotuję zupę z babcinych pomidorów i leczo z działkowych warzyw.

Zajadam się świeżymi darami lasu i ogrodu.

Wdycham oszałamiającą woń ziół z ogródka.

Chodzę boso po porannej rosie.

Do kieszonki w ulubionej bluzie zbieram pierwsze kasztany.

Otulam się zapachem macierzanki, deszczu, lasu i wilgotnej ziemi.

Łapię w dłonie wirujące, spadające kolorowe liście.

Ulubionym niebieskim długopisem próbuję zapisać rozbiegane myśli.

Rozmyślam o tym co było, co jest, co będzie.

Z nostalgią w duszy oglądam pomarańczowe zachodzące słońce.

Wciąż szukam odpowiedzi na moje własne pytania i wątpliwości.

Oddycham głęboko pod bezchmurnym niebem.

Próbuję schwytać te najpiękniejsze chwile.

Uśmiecham się całą sobą.

trawy

Puszek :)

piątek, 01 lipca 2011
I znów białe żagle na masztach rozkwitną...

Już za kilka godzin ruszę w podróż prosto w objęcia czarownych mazurskich krajobrazów... :)

 

Nidzkie

środa, 29 czerwca 2011
Wakacje... już...?

chirurgia

 

Farmakologia

 W poniedziałek pisałam ostatni egzamin. Drżącą ręką kreśliłam kolejne słowa opisujące znieczulenie u koni, działanie butorfanolu oraz leczenie krwiaków i limfiaków. Z niepewnością oddałam kartkę prowadzącemu. Z niepokojem przeglądałam notatki sprawdzając o czym zapomniałam. Zapomniałam. O wielu ważnych i mniej ważnych słowach. Zapomniałam je dopisać. Zapomniałam je zaznaczyć. Zapomniałam... Z nerwów. Ze zmęczenia.  To i tak już nie ma znaczenia. Wyniki za kilka dni. Już nie zmienię swojej pracy. Już pamiętam jakie zrobiłam błędy. Już ich nie powtórzę. Teraz tylko zaciskam paluszki i powtarzam jak mantrę - "zdam". Tylko czasem w głowie rozbija się myśl, że jestem naiwna, że za mało się uczyłam, że za mało się staram, że zbyt mało pracuję, że praca była zbyt słaba, że...

chirurgia i anestezjologia

 Farmakologia

I od poniedziałkowego popołudnia czuję się lekko zagubiona. Rytmu mojej codzienności nie wyznacza już nauka. Nie budzę się  z paniczną myślą, że zaspałam. Nie siadam na łóżku, w koszulce w misie, i nie rozkładam książek i notatek, odrzucając tylko kołdrę na bok. Nie patrzę niemym pytaniem na Nieślubnego kiedy strawia przede mną śniadanie, że po co tracić czas na jedzenie, kiedy tyle rzeczy trzeba powtórzyć. Nie piję już litrów kawy i energetyków, żeby jakoś funkcjonować. Nie zastanawiam się ile jeszcze przede mną części tego samego egzaminu. Nie śpię na strecie kartek i podręczników, wierząc, że zapewni mi to szczęście. Nie powtarzam mnóstwa takich samych czynności, z nadzieją. Nie patrzę już wilkiem na moją ulubioną spódnicę, w której chodziłam na egzaminy. Jest inaczej. I troszkę trudno mi się w tym odnaleźć.

patofizjologia

 Diagnostyka

Czuję się zmęczona tym wszystkim. Może byłoby mi odrobinę łatwiej gdyby nie dodatkowe problemy ze zdrowiem. Godziny u lekarza i załatwianie milionów papierków, które mają udownić, że ja to ja. Sporo wszystkiego za mną, sporo przede mną. W piątek kolejna wyprawa na szczepienie. Moje ramiona już proszą o litość, spuchnięte, z wielkimi siniakami, swędzą, bolą przy lekkim dotyku. Powatrzam soobie, że jeszcze tylko dwie szczepionki i odpocznę. Czasem dopada mnie bezsilność i zniechęcenie. Chciałabym stąd uciec, zaszyć się w kąciku, gdzie nikt mnie znajdzie, gdzie będę wiedziała, że ktoś na mnie czeka, gdzie atmosfera będzie pełna dobrych emocji i spokoju, gdzie odpocznę i nabiorę sił do walki z codziennością.

Anestezjologia

 Stos

Za kilka dni wyjazd na Mazury. Z jednej strony się cieszę, bo Mazury, bo odpoczynek, bo woda, bo przyroda, bo spokój, bo cisza, bo własny rytm, bo. A z drugiej jestem pełna obaw, bo pełnia sezonu, bo ludzie, bo to nie nasza własna łódka a co za tym idzie atmosfera panująca tam nie jest taka jakiej potrzebuję, bo czuję, że nie jestem na niej mile widziana, bo chaos, bo duży ruch, bo... I tak miotana przez miliony uczuć, wątpliwości i obaw czekam na kolejny dzień i wieczór, który spędzę nad Zalewem gapiąc się na ogrom i spokój otaczającej mnie wody.

Farmakologia

. Farmakologia

sobota, 30 kwietnia 2011
Majówka :)

Fioletowo - czarna torba.

Wystający róg zielonej kosmetyczyki.

Kanapki w pudełeczku.

Gorąca mleczna kawa w termosie.

Czarne balerinki na stopach.

Mapy pieczałowicie schowane w torbie.

Notes i długopis, by zapisać kilka chwil.

Ulubione radio.

Kijki.

Długa lista "rzeczy ważnych i niezbędnych".

Gruby, ciepły koc w krowie łaty.

Już, już za kilka godzin odetchnę innym powietrzem.

Już za minutkę ruszamy.

W Bieszczady! :)

Kwitnące drzewo

 

 

 
1 , 2 , 3
Tagi
Czytam fantastykę Polacy nie gęsi II