Książki - okręty myśli żeglujące po oceanach czasu i troskliwie niosące swój drogocenny ładunek z pokolenia w pokolenie - Francis Bacon
piątek, 26 lipca 2013
Katarzyna Zyskowska - Ignaciak - "Niebieskie migdały"

Niebieskie migdały

 

Lekka, zabawna i przyjemnie napisana lektura poruszająca prawdziwe problemy. Jest zgrabnie napisana opowieść o przyjaźni, macierzyństwie, samotności, miłości, akceptacji siebie oraz realizacji swoich marzeń. Bohaterowie są interesujący i zwyczajny, tacy naturalni jakich można spotkać na co dzień. Języki powieści jest łatwy, prosty i przyjemny w odbiorze dlatego lekturę czyta się niezwykle szybko. Fabuła jest zwarta, akcja stosunkowo szybka i wyważona, dzięki czemu ani się nie dłuży, ani nie nudzi - wszystko jest bardzo rytmiczne i równe. Trudno oderwać się od tej historii, może dlatego, że z książki bije niezwyczajna naturalność i autentyczność?  Można dopatrywać się licznych niedociągnięć, łatwych zbiegów okoliczności, prostych rozwiązań i szukać lepszych, bardziej dopracowanych powieści. Ale w tej książce jest coś wyjątkowego, prostego i uroczego co trafia bezpośrednio do czytelnika, wywołuje jego uśmiech, ciepło na duszy i wzruszenie serca. Sprawia odkłada się tą książkę z cichym westchnieniem i dużą dawką pozytywnych myśli, że codzienność może być naprawdę magiczna.

 

Opis książki:
Ina ma obiecującą pracę, kochających rodziców, wspaniałych przyjaciół… i nieślubne dziecko. A wbrew temu, co pokazuje telewizja śniadaniowa, nie wszystkie kobiety są idealnymi matkami. Porzucona przez przystojnego prezentera telewizyjnego dziewczyna musi okiełznać nie tylko wrzeszczące niemowlę, lecz także nadgorliwą matkę i pełnych dobrych chęci znajomych, którzy usiłują ją wyswatać (podsuwając a to sadownika z aspiracjami, a to tancerza z kompleksami). Ina broni się rękami i nogami przed nową miłością. Ale czy rzeczywiście już nigdy nie będzie myśleć o niebieskich migdałach?

Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 2,3 cm

środa, 24 lipca 2013
Lucy Dillon - "Spacer po szczęście"

Spacer po szczęście

 

Bardzo ciepła, optymistyczna, pełna spokoju i łagodności książka o miłości, przyjaźni i codzienności. Powieść, która wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie chciała wypuścić ze swoich magicznych objęć, aż do ostatniego zdania. Niby zwykła powieść obyczajowa, a jednak ma w sobie coś takiego co sprawia, że koi nawet największy chaos myśli. To opowieść przede wszystkim o relacjach między ludźmi, o potrzebie kochania, wzajemnego zrozumienia, o niedomówieniach, uczuciach, samotności, żałobie, pięknie przyjaźni i potrzebie akceptacji. Fantastyczni bohaterowie, nieprzewidywalni, o ciekawych rysach psychologicznych, mocnych charakterach i zagubionych duszach, w których ciągle buzuje cała gama uczuć, z którymi próbują sobie poradzić i znaleźć swoje miejsce. Pełna humoru, ironii i trafnych spostrzeżeń. Dużym plusem jest to, że zwykłą codzienność autorka przedstawia w sposób niezwykły, nadając jej niecodzienny wymiar. Uczy uważności i spostrzegawczości, cieszenia się każdą chwilą i dostrzegania radości w prostych czynnościach oraz drobiazgach. Pokazuje, że każdy musi znaleźć swoje miejsce w świecie i swój przepis na szczęście. "Spacer po szczęście" to piękna i niebanalna książka przede wszystkim o zwyczajnych ludziach i ich emocjach.

 

Opis książki:

Juliet spędza całe dnie przed telewizorem – uciekając przed życiem, chce zapomnieć o bolesnym fakcie, że nie ma już Bena. Rodzina jest bezradna, zupełnie nie wie, jak jej pomóc. Matka prosi, by Juliet kilka razy w tygodniu wyprowadzała na spacer jej labradorkę. Wkrótce okazuje się, że opieka nad psem może być dla Juliet zbawienna. Zaczynają się do niej zgłaszać inni właściciele psów i w pewnym momencie dziewczyna zdaje sobie sprawę, że została nieoficjalną opiekunką zwierząt w miasteczku. Dzięki tej pracy poznaje też życie i sekrety jego mieszkańców. Jedną z jej podopiecznych jest Damson, spanielka należąca do wyjątkowo atrakcyjnego mężczyzny… Kiedy zbliża się jej pierwsza samotna zima, Juliet zastanawia się, czy nie czas zmierzyć się z własnymi tajemnicami i wprowadzić trochę zmian w swoim życiu. Może warto znowu się zakochać?

Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 2,8 cm

wtorek, 23 lipca 2013
Andrew Davidson - "Gargulec"

Gargulec

 

Przepiękna okładka i intrygujący opis na niej, sprawiły, że z ogromną ciekawością sięgnęłam po tą lekturę. I zanurzyłam się w niej na kilka długich godzin. Trwałam zawieszona gdzieś między jednym światem a drugim, nieznaną rzeczywistością a codziennością, realizmem a marzeniami. Niezwykłe. Chociaż początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do sposobu prowadzonej narracji ani do bohaterów. Irytowało mnie wszystko - ten ton, sposób mówienia postaci, jak gdyby wszystko było od niechcenia i z dużą dozą znudzenia. Ale kiedy przebrnęłam przez pierwsze kilkanaście stron, to potem było tylko lepiej. Bardziej tajemniczo, bardziej pięknie, bardziej magicznie, bardziej emocjonalnie, bardziej wzruszająco, bardziej niezwykle. Prosty i trafiający do czytelnika język, naturalne i niewymuszone dialogi, interesująca narracja, niezwykle bohaterowie oraz intrygująca fabuła z elementami historii średniowieczna - wszystko to składa się na tą niesamowitą historię o miłości silniejszej niż śmierć i twardszej niż kamień.  Świetnie napisana, nieprzeciętna i niezwykła opowieść, która zapada w pamięć i porusza pewne czułe struny duszy. Ta książka to perełka, dla której warto zarwać noc.

 

Opis książki:

Mężczyzna, który cudem uniknął śmierci w wypadku samochodowym, z rozległymi oparzeniami trafia do szpitala. Ocknąwszy się ze śpiączki, planuje samobójstwo. Życie w potwornie okaleczonym ciele jest dla niego torturą nie do zniesienia.

Odmianę w szeregu jednostajnych dni przynoszą odwiedziny Marianne Engel - chorej na schizofrenię rzeźbiarki, która uwalnia z marmuru gargulce i daje im swoje serce. Kobieta twierdzi, że w XIV wieku ich oboje - zakonnicę i najemnika - łączyła namiętność. Czy to tylko szalone wymysły? Marianne opowiada mu wszystko od początku. Powoli pokonuje jego sceptycyzm...

Nieznane przekłady Biblii i "Boska komedia". Kondotierzy, demony, zbłąkane dusze. Klasztorne skryptorium, buddyjska świątynia, skute lodem pustkowia i dantejskie piekło.

 

Czytam fantastykę

 

Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 3,9 cm



poniedziałek, 22 lipca 2013
Barbara Delinsky - "Nie moja córka"

Nie moja córka

 

Wzruszająca, pełna ciepła powieść obyczajowa. O kobietach, uczuciach, przyjaźni, dorosłości, potrzebie akceptacji i macierzyństwie. Autorka bez ogródek  porusza niezwykle ważny temat, jakim są nastoletnie matki. Przedstawia punkt widzenia przyszłych matek, motywy ich działania, podjęte decyzje, a jednocześnie pokazuje jakie konsekwencje mają te decyzje - jak wpływają i odbijają się na rodzinie, szkole, bliskich, jak zmieniają ich życie i codzienność, ich miejsce na drabinie społecznej. Bardzo dokładne kreacje głównych postaci, autorka bardzo dużo uwagi poświęca emocjom, które towarzyszom bohaterom. Pokazuje jak zmieniają się ich uczucia, myśli, jak powoli gniew zamienia się w troskę, a potem w ciepło i wzajemne wsparcie. Liczne postacie poboczne reprezentują różne, bardzo realistyczne reakcje na to co się stało, dzięki temu czytelnik spotyka się zarówno z pozytywnym jak i negatywnym stosunkiem do nastolatek i ich matek. Opowieść jest snuta prostym i łatwym  w odbiorze językiem trafiającym zarówno do starszych i młodszych czytelniczek. Autorka niczego nie piętnuje ani nie neguje, skupia się przede wszystkim na opisywaniu emocji. Jest to wartościowa książka, która zadaje pytania i składnia do refleksji, zastanowienia się i przemyśleń.

 

Opis książki:

Susan, samotna matka, dowiaduje się, że jej siedemnastoletnia córka Lily jest w ciąży. Wiadomość traktuje jako niewyobrażalną tragedię, która przydarzyła się im obu. Zwłaszcza, że Susan jest dyrektorką miejscowego ogólniaka i powinna świecić przykładem! Potępienie otoczenia jest niemal jednoznaczne. Wkrótce wychodzi na jaw, że dwie najbliższe przyjaciółki Lily ze szkoły też spodziewają się dzieci... Jak zareagują ich matki? Czyja to wina? I czy w ogóle tak należy o tym myśleć?

 

 

Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 3,2 cm

 

Pod hasłem - Homo sapiens



sobota, 20 lipca 2013
Anne Holt, Even Holt - "Arytmia"

Arytmia

 

Zaciekawiona okładką książki i interesującym opisem sięgnęłam po tą lekturę. I przepadłam na całe popołudnie. Powieść wciągnęła mnie od pierwszych zdań do samego zakończenia i wcale nie chciała pozwolić dać się odłożyć. Książka podzielona jest jakby na dwie części, które nawzajem się ze sobą przeplatają - jedna opowiada o wewnętrznej sytuacji Medical Mercury, druga skupia się wokół głównych bohaterów i szpitala. Łatwo rozróżnić ze względu użyte różne czcionki. Bohaterowie są bardzo liczni, ale każdemu z nich jest poświęcone sporo uwagi - autorzy głęboko analizują ich postępowanie, przedstawiają ich myślenie, motywy postępowania, zagłębiają się w mroczne zakamarki duszy. Fabuła jest spójna, momentami trochę nierówna, ale utrzymuje zainteresowanie czytelnika. Akcja jest stosunkowo szybka i wartka, chociaż kilka wątków w moim odczuciu było niedokończonych, a i potencjał lektury nie do końca został wykorzystany. Interesujące jest to, że sporą część książki autorzy, oprócz medycyny, poświęcili wątkom ekonomicznych, grze na giełdzie, norweskim funduszom emerytalnym - w efekcie emocje są jeszcze większe. Myślę, że to dobra i warta uwagi lektura, chociaż dla mnie wymagałaby odrobiny dopracowania.

 

Opis książki:

Błyskotliwy thriller rozgrywający się w skonfliktowanym środowisku medycznym.

ICD czyli kardiowerter-defibrylator to skomplikowane urządzenie przywracające właściwy rytm serca. Każdego roku wszczepia się je milionom pacjentów na całym świecie…

Wiosną 2010 dwóch chorych z arytmią serca umiera z powodu zastosowania w ich leczeniu ICD. Coś, co miało ich ocalić, zabiło. Dr Sara Zuckerman kierująca oddziałem kardiologii w szpitalu w Bærum i jej kolega dr Ola Farmen odkrywają, że najprawdopodobniej winny jest wirus komputerowy. Wszystko wskazuje na to, że ktoś gdzieś zaprogramował mechanizm ICD w taki sposób, by odbierał życie.

„Arytmia” to historia odwiecznych sprzeczności: między dobrem pacjentów a finansami publicznymi, między interesami przemysłu międzynarodowego a pojedynczym lekarzem. To opowieść o tym, jak prawda ściga się z kłamstwem, oszustwem i przemilczeniami, o światowych giełdach, wielkiej arenie, na której rządzą pieniądze, i o tym, jak małą wartość ma na niej ludzkie życie.


Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 3,5 cm

Z literą w tle -   litera "H"



wtorek, 16 lipca 2013
Gregg Olsen - "Wszędzie śnieg"

Wszędzie śnieg

 

To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Zachęcił mnie tytuł i ciekawy opis na okładce. Natomiast sama książka okazała się być całkiem niezłym thrillerem. Interesującym zabiegiem stylistycznym jest to, że autor nie skupia się tylko i wyłącznie na pogoni za mordercą, ale też na bliższym poznaniu głównej bohaterki, a zwłaszcza jest koszmarnej i trudnej przeszłości. Dlatego momentami miałam poczucie, że książka mi się dłuży i nuży. Dopiero kiedy zmieniłam moje nastawienie, o wtedy powieść mnie porwała."Wszędzie śnieg" ma bardzo dobrze skonstruowaną fabułę, kolejne zagadki odsłaniają się stopniowo wzmagając zainteresowanie czytelnika. Liczne wątki i wartka akcja przykuwają uwagę. Liczne, niezwyczajne i intrygujące postacie nadają klimat powieści, ponadto w ciekawy sposób zostało zaprezentowane tło społeczne, które determinuje działania bohaterów. Język jest łatwy i przyjemny w odbiorze. Suspens, intrygi, zagadki, morderstwo, tajemnice, dreszczyk emocji - wszystko to co jest potrzebne by powstał dobry thriller i właśnie to znajdziemy w tej powieści.

 

Opis książki:
Hannah Griffin była dzieckiem, gdy na rodzinnej farmie doszło do tragedii. Wciąż pamięta blask płomieni odbijający się od świeżego śniegu i trupy, które znalazła policja – w tym ciało jej matki. Było to jedno z najbardziej makabrycznych miejsc zbrodni, jakie Ameryka widziała od dziesięcioleci, a mordercy nigdy nie znaleziono... Dwadzieścia lat później, gdy Hannah robi błyskotliwą karierę w laboratorium kryminalistycznym, przeszłość znów puka do jej drzwi. Tłumione do tej pory pytania domagają się odpowiedzi. Zabójca po latach pragnie wyrównać rachunki. Anonimowa wiadomość mrozi Hannah krew w żyłach: Dzwoniła Twoja matka...

Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 3,1 cm

sobota, 13 lipca 2013
Elena Sender - "Wtargnięcie"

Wtargnięcie

 

Nie mogłam przejść obojętnie obok takiej okładki, dlatego moja ręka szybko sięgnęła po tą książkę z bibliotecznej półki. Powieść czytało mi się bardzo, bardzo szybko i z towarzyszącym ciągłym napięciem oraz niepokojem jak potoczą się losy bohaterów. Fabuła jest bardzo rozbudowana, ale spójna i jednolita dlatego łatwo nadążyć. Akcja jest bardzo wartka, liczne wątki, szybkie zwroty i mnóstwo wydarzeń sprawiają, że trudno odłożyć książkę chociaż na chwilę. Czytelnik cały czas jest ciekawy co będzie dalej, co się wydarzy i kto tak naprawdę ma rację. Bohaterowie są liczni, o rozbudowanych osobowościach, intrygujących charakterach i dość dokładnie przedstawionych rysach psychologicznych. Autorka sporo uwagi poświęca każdej z postaci - nakreśla motywy ich postępowania, emocje jakimi się kierują, sposoby myślenia. Ciekawe jest to, że akcja powieści dzieje się nie tylko w Europie, ale też w Azji.  Również dodatkowym plusem są dość dokładne i interesujące opisy zabiegów dokonywanych na mózgu. Jest to dobry thriller psychologiczny, trzymający w napięciu do ostatniej strony. Chociaż może zakończenie jest do odgadnięcia, to książkę czytało mi się świetnie.

 

Opis książki:

Cyrille Blake, genialna lekarz neropsychiatra, prowadzi własną klinikę, w której leczy lekkie przypadki depresji. Kuracja chorych opiera się na meseatrolu, leku wynalezionego przez jej męża Benoita, wybitnego neurobiologa, kandydata do Nagrody Nobla. Pewnego dnia gabinecie Cyrille pojawia się nowy pacjent. Cierpiący na liczne zaburzenia Julien Daumas z miejsca burzy spokój lekarki. Po pierwsze, zwraca się do niej po imieniu, po drugie – wyznaje, że wolał, gdy Cyrille była blondynką – jak dziesięć lat temu, kiedy zajmowała się nim w paryskim szpitalu Sainte-Felicite. Lekarka mogłaby przysiąc, że nigdy wcześniej nie widziała mężczyzny na oczy. Zaniepokojona, stara się uzyskać dostęp do dokumentacji medycznej Daumasa, napotyka jednak kolejne przeszkody.

Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 3,2 cm

piątek, 12 lipca 2013
Sarah Bower - "Grzechy rodu Borgiów"

Grzechy rodu Borgiów

 

Nie jestem miłośniczką literatury historycznej, więc z pewną dozą niepewności sięgnęłam po tą lekturę, nie wiedząc czego się spodziewać. I sama nie wiem co mogę napisać o tej książce. Z pewnością widać ogrom pracy, jaką włożyła autorka by przedstawić ród Borgiów i stworzyć interesującą fabułę. Z drugiej strony główni bohaterowie to tylko Lukrecja, Cesar, Angela i Violante, postać papieża Aleksandra VI została przedstawiona marginalnie, o pozostałych Borgiach są tylko drobne wzmianki. Tak naprawdę fabuła skupia się wokół Lukrecji. Dla mnie to było trochę za mało. Wydawało mi się, że książka licząca 600 stron, znacznie poszerzy moją wiedzę na temat tego rodu. Tak się nie stało.

Natomiast sam styl autorki, bardzo mi odpowiadał. Liczne wątki, różni bohaterowie, wartka i zrównoważona akcja, barwny i łatwy w odbiorze język, intrygi, zagadki, dworskie życie, odrobina żydowskich zwyczajów, skomplikowane relacje, kłamstwa, oszustwa, naiwności, żądza władzy, morderstwa. Z każdej strony wypływają emocje, nauki, moralność, przestrogi- można czerpać garściami. Dużym plusem jest niezwyczajna delikatność opowiedzianej historii, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko, przyjemnie i z dużą dawką emocji. Jest ciekawa książka oparta na faktach, ale przede wszystkim jest to powieść, więc samej prawdy historycznej znajdziemy niewiele. Aczkolwiek czytanie tej książki jest to bardzo sposób, by zacząć swoją przygodę z historią.

 

Opis książki:

Ci, którzy poznali bliżej Borgiów, nigdy nie będą już tacy sami - o ile uda im się przeżyć.


Borgiowie to jeden z najbardziej wpływowych i zarazem wyjątkowo zepsutych rodów renesansu. Jego członkowie kierowani niepohamowaną żądzą władzy sięgali po wszelkie dostępne metody - od intryg, wiarołomstwa i przekupstwa po akty kazirodztwa i zabójstwa.
Młodziutka Violante dość nieoczekiwanie trafia w samo centrum ludzkich namiętności i ambicji, zostając dworką Lukrecji Borgii, córki papieża Aleksandra VI.
Dziewczyna stara się spojrzeć na Lukrecję przychylnym okiem i nie widzieć w niej jedynie wyrachowanej i podstępnej manipulatorki. Jest też zafascynowana przystojnym bratem Lukrecji. Niestety Cesare Borgia okazuje się mężczyzną zmysłowym i namiętnym... wobec wielu kobiet.
Rola, którą historia wyznaczyła Violante, podda jej uczucia próbie i uczyni z niej strażniczkę niebezpiecznych tajemnic


Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 5,0 cm

Z literą w tle -   litera "A/B"

czwartek, 27 czerwca 2013
Anna Karpińska - "Chorwacka przystań"

Chorwacka przystań

 

Zaczęłam czytać i skończyłam dopiero wtedy, gdy przebrzmiało ostatnie zdanie - nie mogłam odłożyć tej książki, na chwilę, na minutę. Nie, musiałam czytać, musiałam wiedzieć co będzie dalej, musiałam poznać zakończenie tej historii. Po prostu musiałam. Książka chwyta za serce i szarpie duszę, wzbudza emocje, które sięgają zenitu, ciekawość i niepokój jak to wszystko się potoczy. Bardzo interesującym zabiegiem jest wprowadzenie narracji dwutorowej, matki i córki, dzięki temu poznajemy bliżej obie kobiety. Ponadto w książce znajdziemy mnóstwo informacji turystycznych na temat Chorwacji - przepiękne i klimatyczne opisy miejsc, ludzi, zwyczajów, potraw. Dokładne i bardzo realistyczne opisy codziennego życia matki polki, o pracy, dzieciach, domu - taki kołowrotek zwyczajnych dni. Jedyny niedosyt jaki poczułam, to finał. W trakcie czytania miałam swoje wyobrażenia jak to się skończy, tymczasem autorka wybrała takie, a nie inne zakończenie, a ja poczułam się lekko zawiedziona. Chociaż z drugiej strony, wybór takiego zakończenia pozostawia uchyloną furtkę,  odrobinę miejsca dla fantazji i dopowiedzenia sobie innej wersji. Powieść czyta się dobrze, nawet bardzo dobrze, pełna jest niezwykłego klimatu, emocji i wzruszeń. Opowieść o szukaniu swojego szczęścia i własnego miejsca na ziemi.

 

Opis książki:

Romantyczna opowieść o niezrealizowanych planach, tęsknocie i o tym, że wieczna miłość istnieje naprawdę.

Anna, jako korespondentka ogólnopolskiej gazety, wyjeżdża do Chorwacji, by relacjonować wojnę bałkańską. Jest mężatką, ale nie potrafi okiełznać rodzącego się uczucia i zakochuje się w Blażu – chorwackim fotoreporterze wojennym. Czeka ją trudna decyzja. Postanawia porzucić Jerzego, ale po powrocie do Polski miłość do Blaża staje w szranki z oczekiwaniami rodziny, ze zwykłą codziennością i… pewną niespodziewaną nowiną. Anna podejmuje trudną decyzję o pozostaniu w Polsce. Dwadzieścia lat później jej córka Weronika stanie przed podobnym wyborem. Zrządzenie losu sprawi, że Anna jeszcze raz wybierze się do Chorwacji – do miejsca, z którym wiążą się najpiękniejsze wspomnienia z jej młodości…


Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 3,7 cm

Pod hasłem - Państwa/Miasta



wtorek, 25 czerwca 2013
Bartłomiej Rychter - "Kurs do Genewy"

Kurs do Genewy

 

Historia zaczyna się trochę niesamowicie, a potem... potem jest trochę nudnawo, by na koniec przyśpieszyć i porwać czytelnika, aż do zaskakującego finału. Książkę czytało mi się nierówno, momentami bardzo mi się dłużyła i musiałam od niej odpocząć, momentami nie mogłam się oderwać. Mam wrażenie,  że autor mógłby znacznie skrócić przedstawioną opowieść - niewiele by straciła, a sporo zyskała - więcej emocji, bardziej wartka akcja i mniej przydługawych opisów. Momentami irytujący był też główny bohater, niby taki przeciętny, a zwycięsko wychodził z licznych utarczek z gangsterami, troszkę było to niezrównoważone. Ale poza tymi wadami książka jest napisana z rozmachem, bardzo ciekawy pomysł na intrygę i zagadkę, interesująco przeprowadzona fabuła i kilka zaskakujących zwrotów akcji, sprawiają, że lektura posiada swój wyjątkowy klimat, który otula czytelnika niczym koc. Również dużym plusem jest ogromna galeria niebanalnych postaci, które pojawiają w trakcie czytania i wpływają na losy bohaterów. Myślę, że sumarycznie jest to dobry kryminał, który zaintryguje nie jednego czytelnika.

 

Opis książki:

Kraków, letnia deszczowa noc. Na tylnym siedzeniu taksówki Tomasza Bartela, stroniącego od kłopotów trzydziestoparolatka o szarej twarzy, siada młoda dziewczyna z plecakiem. Wszystko wskazuje na to, że taksówkarza czeka rutynowy kurs. Wkrótce jednak w lusterku pojawiają się światła innego samochodu. Dziewczyna najwyraźniej chce uniknąć spotkania z jego pasażerami i proponuje podwójną stawkę za zgubienie auta. Bartel, ku własnemu zaskoczeniu, podejmuje grę... Nie wie, że jego stary mercedes jest teraz być może najcenniejszym autem na świecie. I że historia, w którą się wplątał, zaczęła się bardzo dawno temu.

Kraków, Praga, Berlin i Genewa. Szpiedzy, gangsterzy, antykwariusze i bankowcy. Dwie wyjątkowe kobiety i mężczyźni, którzy nie potrafią dotrzymać im kroku. Taksówkarz to znakomita powieść sensacyjna z wątkiem historycznym. Bartłomiej Rychter debiutuje książką, jakiej nie powstydziliby się mistrzowie gatunku.


Przeczytam tyle ile mam wzrostu grubość grzbietu 3,4 cm

Pod hasłem - Państwa/Miasta



Tagi
Czytam fantastykę Polacy nie gęsi II