Książki - okręty myśli żeglujące po oceanach czasu i troskliwie niosące swój drogocenny ładunek z pokolenia w pokolenie - Francis Bacon
Blog > Komentarze do wpisu
Isabel Allende - "Suma naszych dni"

Isabel Allende -

 

"Buddyści powiadają, że życie jest rzeką, po której siedząc na tratwie, płyniemy do ostatecznego przeznaczenia. Rzeka ma swój nurt, prędkość, podwodne skały, wiry i inne przeszkody, których nie możemy kontrolować, ale do kierowania owa tratwą mamy wiosło. Od naszej sprawności zależy jakość podróży, choć nie można mienić jej kursu, ponieważ bieg rzeki zawsze kończy się śmiercią" 

Zatonęłam w tej powieści czytając ją jednym tchem (ukłony dla tłumaczki). Wzruszająca i ciepła powieść napisana w formie listu do zmarłej córki - Pauli, by podzielić się z nią radościami i bólem. Jednocześnie listy te pozbawione ckliwości, rozpaczy czy bólu, mimo, że opisują życie i codzienność już bez Pauli. Jest to niezwykle osobista i intymna opowieść, ale pozbowiona zwykłego ekshibicjonizmu. Poprostu Allende czaruje słowami.

Jest to historia z której miłość, ciepło i bliskość wprost się wylewają na czytelnika otulając go niczym ciepły koc. Powieść pełna jest poczucia humoru, autoironii i dystansu, co sprawia, że czyta się ją z ogromną przyjemnością i uśmiechem, jednocześnie odbywając podróż w głąb własnego serca i duszy. Książka ta urzeka prostotą codzienności i zwyczajności ujętej w tysiące słów i myśli ma działanie iście kojące na szarą i trudną rzeczywistość. Fantastyczna książka - czytając chciałam jeszcze i jeszcze, i jeszcze...

"... w chwili zagrożenia człowiek wyrzuca za burtę to, co nie jest niezbędne do żeglugi, czyli prawie wszystko. W koncu, kiedy pozbędzie się obciążenia i dokona obrachunku, okaże się, że jedyne, co pozostanie, to miłość." 

 

Opis książki:

Autobiograficzna książka bestsellerowej chilijskiej pisarki w formie listu do zmarłej córki Pauli, w którym matka opowiada jej, "co słychać" u poszczególnych członków rodziny. A słychać niemało. Celia, synowa Isabel, żona Nicolasa i matka trojga jego dzieci, odkrywa w sobie skłonności biseksualne, rozwodzi się z mężem i wiąże z ich wspólną przyjaciółką. Córka Williama Gordona, męża Isabel Allende, Jennifer, wieloletnia narkomanka, wydaje na świat kaleką córeczkę i wkrótce potem ginie bez wieści. Niemowlę adoptują zaprzyjaźnione z rodziną dwie buddystki, również żyjące w homoseksualnym związku, stając się dla małej prawdziwymi rodzicami i obdarzając tak wielką miłością, że dziewczynce udaje się przezwyciężyć ograniczenia wynikające z jej niepełnosprawności i wyrasta na osobę pogodną, o silnym charakterze. Nicolas, załamany odejściem Celii, po kilku latach samotności żeni się z Lori, młodą kobietą, którą zręcznie "podsunęła" mu Isabel i jej przyjaciółka Tabra. Sama nie mogąc mieć dzieci, Lori zostaje macochą trojga wnuków Isabel, które nazywają ją "trzecią mamą" (po biologicznej matce - Celii, i jej przyjaciółce). Także owdowiały zięć Isabel, Ernesto, znajduje w końcu swoją drugą połowę i zostaje szczęśliwym ojcem dwóch bliźniaczek. W trakcie pracy nad przekładem tłumaczka, Marta Jordan, na zaproszenie autorki spędziła miesiąc w jej domu w okolicach San Francisco, w otoczeniu bohaterów jej wspomnień. Codzienne obcowanie z postaciami opisanymi na kartach tej książki było dla niej niezwykłym i niezapomnianym przeżyciem, w którym przenikały się nawzajem świat realny i rzeczywistość literacka.

środa, 04 stycznia 2012, selketowa

Polecane wpisy

Czytam fantastykę Polacy nie gęsi II